|
:: arcoirisblog
:: księga gości 2010 listopad luty 2009 listopad marzec 2007 październik marzec luty styczeń 2006 grudzień październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik |
11:31:58 2010-11-09 Znów to samo...Mam dosyc tej obcości i walki: o pieniądze, rację, codziennośc... Tak wiele chcę licząc na wiarę, przjaźń i wsparcie? na to, że znaki zapytania, będziesz interpretował z wiarą we mnie, a nie z podejrzliwością... że w trudnych momentach będziesz wspierał, a nie wyładowywał własne frustracje.. żal zaczyna mnie wypełniac bardziej niz cokolwiek innego, do tego stopnia, że blokuje mnie i nie mam siły pisac... wrócę tu...;)
skomentuj (0) 16:00:08 2010-02-24 Sposóbczy żeby to posklejać wystarczy to, że Cię kocham?
skomentuj (2) 11:19:24 2010-02-24 NieprawdaNapisałam, teraz siedzę i ryczę... Ryczę, bo nie jest tak jak chciałabym, żeby było? Jak w reklamie: wesoła rodzinka, śliczna mama, roześmiana, w czystym, postprzątanym domu z ogródkiem, obejmuje ją przystojny, troskliwy i kochający mąż, dzie ci się śmieją i rzucają na szyję, dokoła biega biszkoptowy labrador, jest ciepło, wesoło, przyjaźnie i czule... Nieprawda, że nie ejst mi przykro. Nieprawda, że chcę sie poddać, nieprawda, że chcę czegos nowego. Chcę nas, ale nie wiem czy mam siłę o nas zawalczyć... A może nie wiem jak. Dlaczego nie odbierasz telefonu? Dlaczego dziwnym trafem dzisiaj nie oddzwaniasz? Ta zaciętość i wrogość w niemym spojrzeniu- blokuje mnie tak, jakbym miała do czynienia z kims zupełnie obcym... A ja bym tylko chciała, ebyś mnie zauważył? Czulej. Popełniam błędy (powiedz mi jakie?) ale to jeszcze nie powód, żeby deprecjonowac wszystko co robię... Dom. Syne. Praca- owszem, nie szczególnie obciążające- ale czy bardziej byś mnie doceniał, gdybym wychodziła do pracy codziennie o 9, wracała o 18, zarabiała tyle samo- opłacała opiekunkę: o to chodzi: o pozór? A gdybym nie pracowała wcale? Nie szanowałbyś mnie w ogóle? Po co jest małżeństwo? Żyjemy razem, żyjmy razem... A u nas- moje, Twoje... Gdzie jesteśmy my? Powiedz mi.
skomentuj (0) 10:21:06 2010-02-24 Równia pochyłaChyba jest źle- nawet nie chyba, tylko napewno- jesli zastanawiam się, co myślałam, na co miałam nadzieję wchodząc w ten związek... Jesteśmy zupełnie rózni.. + Mamy do siebie ciągłe żale + Nie potrafimy rozmawiać + Sprawy przemilczane wracają ze zdwojoną siłą + Nie rozumiesz mnie, nawet się nie starasz + Nie doceniasz + Nie wspierasz + Nie szanujesz + Nie okazujesz czułości + Podejrzewam.... = Zero szans Może lepiej się poddać tu i teraz, niż się męczyć... o co walczyć? Nie umiem odpowiedziec na to pytanie. Chciałabym, żeby było mi smutno kiedy to piszę- nie ejst, czekam na nowy rozdział, obawiam się, że zupełnie nowy. P.S Dzwoniłam, chciałam pogadać, przerwać tę dziecinadę, ciche dni- nie odbierasz telefonu. A to pech.
skomentuj (0) 22:46:03 2009-11-20 o macierzyństwie i nie tylko....nie mogę w to uwierzyć: przed chwilką starałam się ułożyć myśli, zapisałam cale strony - wylałam żale i łzy:po czym notke skasowałam- przypadkiem oczywiście... więc to juz nie będzie to samo... jestem Mamą ;) i choć początki były droga przez męke - wiem teraz , że nic lepszego w życiu mi sie nie zdarzyło i nie zdarzy! nie umiem opisać swojego stanu sprzed kilku miesięcy - Synek ma już ponad pół roczku!! pierwsze tygodnie, może nawet miesiące - to głównie, strach, a nawet przerażenie - odpowiedzialnością, nieodwracalnością, uwiążaniem, zmęczeniem.... to w zasadzie wyczerpanie, to szpital, ból, niezrozumienie i poczucie osamotnienia.... nie pamiętam kiedy zaczęła się radość: ale wiem, że taraz jeden uśmiech rekompensuje bardzo wiele, a nieświadome jeszcze mamammama jest namiastką najpiekniejszego słowa, które można usłyszeć: MAMA. Dziecko pochłania wiele sił fizycznych - ale dodaje psychicznych: wiem, że dam rade cokolwiek, w jakiejkolwiek materii sie nie wydarzy ... Bo jesteś TY. Ale nie wszystko jest takie proste...nie wiem, czy można życie tak podzieliś, na równe kategorie- ale w kategorii pozamacierzyńskiej- nie jestem szczęśliwa.... piszę to i łzy się cisną do oczu, ogarnia mnie strach- ale nie używam backspace, słowo się rzekło. Przeraża mnie to, że nie mam pomysłu na walkę o nas- i jeszcze bardziej to, że zaczyna mi to obojętnieć... kiedyś takie słowa nie przeszłyby mi przez gardło, nie wyobrażałm sobie innego życia : a teraz czasem myślę : trudno, niektórzy się mylą, niektórzy nie umieją razem żyć, niektórzy do siebie nie pasują... Bo ile można prosić o uwagę i czułość... o to, żebyś o mnie myślał... o tym co czuję, czego potrzebuję... to upokarzajęce i kiedyś mówisz basta. Długo pewnie można żyć zaspokajając czyjeś potrzeby: tylko, że z takiego stanu zazwyczaj prędej czy później się budzisz: i jest za późno, frustracja za wielka, żeby cokolwiek można było zbierać... Tak sobie myślę: że nie ma nas. Jest MAMA Synka i Tata Synka. Tacierzyństwo można odroczyć okazuje się: aż odpoczniesz, aż skończysz pracę, aż się wyspisz...Macierzyństwo jest zawsze tu i teraz, nie ma wyboru ani odroczenia. Kiedy u skraju sił, na granicy załamania wstajesz do Synka - Pan Tatuś Mąż przewraca się z boku na bok, śpi. Kiedy Pan Mąż Tatuś wraca z imprezy z kumplami nad ranem, rano Ty wstajesz, żeby się wyspał...czy ma miejsce sytuacja odwrotna? Nigdy. Czy zdrza się czasem tak, jak sobie wyśniłaś usłyszeć: Kochanie, dziś wezmę Małego na kilka godzin, Ty zrób coś dla siebie - pośpij, pobiegaj, idz do kosmetyczki...niestety, sen, mrzonka, am myślałam, że normalność... Nie chcę dłużej być przedmiotem, chcę być podmiotem. Chcę być w związku, nie w układzie. Chcę być ważna, nie chcę prosić o czułośc i uwagę. Nie wiem jak o nią mam walczyć, ale nie nie umiem bez nich żyć... Przypominam sobie emocje z dnia narodzin Synka i wyję. Chcałabym jeszcze kiedyś płakać ze szczęścia. Nie umiem się wyrazić tak jak chciałam - jest we mnie blokada- albo strach przed tym, jak daleko zaszły sprawy, albo nadzieja, że nie jest tak źle, że to tylko przejściowy stan... Myślę o sobie w Twoich myślach i nie widzę nic. Widzę za to małe kłamstwa, tak dalekie do szacunku i wzorców , które mi są bliskie. Nie tak miało być, nie tak chcę żyć... Na taki stan najlepszy jest Kofta.... Piasek Przesypię piasek w twoją dłoń Ty go przesypiesz w moje ręce Na długo nam nie starczy to Będzie ubywać coraz więcej Nie podzielimy czasu nigdy W miłości to najmniejsze zło Niedoskonałe są klepsydry Z naszych gorących, suchych rąk Chcieć więcej Niż się wie Że można chcieć To codzienna klęska Tych, którzy kochają Iść dalej Niż się wie Że można iść To jedyna radość Tych, co przegrywają Wiedzieć więcej Niż się wie Że można wiedzieć Jest jak uśmiech Na spotkanie z klęską Jakże trudną rzeczą jest Oddychanie Jakże trudno Się wyrzec Jasnych tęsknot Przeliczę piasek w dłoniach twych A z niego wielość dni wywróżę Może cierpliwa jestem zbyt Chcę, by to trwało jak najdłużej Zagarnij piasku jak najwięcej Ile się da na jeden raz Może za małe mamy ręce Żeby zagarnąć nimi czas Chcieć więcej...
skomentuj (0) 12:29:56 2009-03-13 Hormonalnie ...i nie tylkoMinęło bardzooo dużo czasu od mojej ostatniej tutaj bytności... Ciekawe z czego wynika potrzeba powrotu do pisania w tak innej sytuacji.. Chociaż, bzdury piszę - doskonale wiem z czego wynika: potrzeby ułożenia i rozprawienia sie z myślami, z potrzeby wyrzucenia z siebie powracających złych emocji, z krzywdy. Od poczatku, gdziekolwiek on jest... To co najistotniej sie zmieniło: wyszłam za mąż: i o ile to tylko z perspektywy czasu formalność, nazwa, klamra - to zupełnie inaczej ma się sprawa z " byciem w ciąży". Tak, jestem w 33 tygodniu umiarkowanie trudnej ciąży, na pewno bardzo chcianej, co nie wyklucza faktu- że ostatnimi czasy też bardzo mnie przytłaczającej. Wybacz mi Dziecko. Nie o samą ciążę chodzi, nie o Ciebie, podejrzewam, że staniesz sie moim całym życiem - że będę chciała rekompensować sobie przez Twoją obecność w moim życiu - inne, istotne braki ( choc mam świadomośc,że to niedobrze). Chodzi o całokształt sytuacji w jakiej się znajduje Mama. Z premedytacją tak sie nazywam, choć wcale w tej roli zamykać się nie chciałam - dla wielu jestem juz tylko matką. Jestem matką i pewnie nie ma o czym innym ze mną rozmawiać. Jestem matką, więc nie jestem już kochanką. Jestem matką, więc juz nie powinnam chcieć nic dla siebie. Wróciłam dzisiaj do wcześniejszych notek-przemysleń. I jestem w szoku, jak z pewnej perspektywy się niewiele się zmieniło. Te same uświadamiane, artykułowane przeze mnie braki- najwyraźniej nie docierające do Ciebie. Trzy lata i constans. Ja mam być ( sama się troche w te role wpisałam) - idealną żoną, partnerką, kucharką, sprzątaczką, matką, kochanką - jesli w jednej z tych ról się nie sprawdzam - bo nie mogę, albo nie mam sił- zrekompensujesz sobie to z łatwością, raniąc mnie do żywego, ale co z tego... Masz przecież prawo zaspokajac swoje potrzeby... Ze mnie to zrani, cóż.. A może się nie dowiem? To,że nie wiem,to,że łatwo mnie oszukać, nie znaczy że to nie miało miejsca. Sumienie. Pamietaj, sumienie. Ja głupia, zawsze się nim kieruję. I co z tego mam? siedze teraz przed kompem i wyje do niemego ekranu, rozdarta między okropnym żalem a wyrzutami sumienia, że nie powinnam tak ostro Cię oceniać, bo taki jesteś.. Co z tego: kto mysli o tym, jaka ja jestem? czego potrzebuję? czego mi brakuje? o co nie raz juz prosiłam? To takie upokarzające prosic o czułość. Zauważ mnie. Mam tak olbrzymia ochotę się wyzwolić, że mnie to przeraża. Czuję, że brakuje kilku kropli, żebym nie zważając na niedokończone sprawy, zrobiła coś. Jeszcze nie wiem co. Wczoraj widziałam mój alternatywny los, nie zawsze raz obrana droga jest taka absolutna jak Ci się wydaje, zwłaszcza jeśli nic sie nie robi, żeby ją ulepszać. Przychodza mi do głowy jeszcze straszniejsze wątpliwości, których boję sie wyartykułować. Wiem jedno - nie chcę trwać, chcę byc kochana i kochać. Układów jest całe mnóstwo, ale ja nie chcę sie w nich odnajdywać. Nie leżę na kanapie dlatego, że jestem leniwa, tylko dlatego, że noszę w brzuchu Twoje Dziecko i czasem jestem zmęczona. Nie płaczę dlatego, że jestem histeryczką , tylko że mam jakieś powody. Nie mówię Ci o brakach, dlatego, żeby Ci dokuczyc, pokazac jaki jestes zły, tylko dlatego żebys coś zrobił, żeby było lepiej. Niektóre słowa pewnie są krzywdzące. Nie twierdzę, że poziom hormonów nie wyostrza niektórych moich reakcji. Tyle, że wcześniej nie byłam w ciąży a pisałam o tym samym... Tyle. I wiele wiele więcej....
skomentuj (0) 20:34:17 2007-10-30 a gdyby tak..wszystko zmienić? pytam hipotetycznie... bo wiem,że nie miałabym odwagi.. podziwiam ludzi, którzy potrafią stawić czoła rozpędzonemu losowi, rodzinie, innym ludziom... czy oni zastanawiają się wtedy, co by było gdyby?
skomentuj (1) 17:13:16 2007-10-26 Niesamowitejak czasem jedna chwila może zdecydować o całym życiu.. wydaje Ci się, że wiesz dokąd zmierzasz, że masz jasno określone cele, że realizujesz plany krok po kroku.. że wiesz, że tak.. czasem jedna chwila, jeden zasłyszany fakt, przypadkowo napotkana osoba, zabłąkana ale natrętna myśl sprawia, że wątpisz.. co gorsza, ta myśl pozostaje na długo, może na zawsze, ratuje Cię tylko to, że po jakimś czasie znowu popadasz w rutynę, znowu przekonujesz sam siebie, że tak ma być.. tylko czasem pytasz się, co by było gdyby, tylko czasem serce zaczyna bić szybciej i wracają pytania o niewykorzystane sytuacje i niewybrane drogi... bo one też dokądś prowadzą...
skomentuj (0) 18:21:56 2007-10-15 Bez głównego wątku... ;)dawno mnie tu nie było: nie wiem skąd, ale wróciła ochota napisania kilku słów.. czas gorący: nie tyle, że przedwyborczy, ale gorący na moim podwórku..bo: wychodzę za mąż zmieniam pracę myślę o ziarenku w brzuchu jestem silna i szczęśliwa w każdym razie, jestem w najlepszym okresie od dawna, może nawet najlepszym w życiu... wspaniale tak wszystko razem, tak prawie od początku planować, budować, doświadczać nowych stanów, uczyć się siebie, czytać w myślach.. Ludzie sprawdzają się nie tylko w biedzie, nieszczęściu: w szczęściu czyimś także nie każdy się znajduje. Trudno. Nawet nie mogę powiedzieć, że mi przykro...I przestaję się zastanawiać, kiedy jak nie teraz mam myśleć o sobie..;)
skomentuj (0) 09:46:38 2007-03-28 SpokójNie jesteś w stanie realnie ocenić swojej sytuacji jeśli się nie wyciszysz, nie uspokoisz, nie masz w sobie harmonii... Dopiero ostatnio do mnie to dotarło... Moje totalnie sprzeczne wnioski, oceny sytuacji zmieniające się z tygodnia na tydzień... wynik toczonej wewnętrznej walki, obraz zdecydowanie się rozmywał. Spokój przyszedł nagle... i pewność. Spokój i harmonia, pomimo nowych spraw i obowiązków, pracy 6 dni w tygodniu bez zbijania fortuny, pomimo ciułania na wakacje, odkładania na nowe firanki i temu podobnych absurdów...;) Mimo to, obraz się nagle wyostrzył i zauważyłam....że jestem PO PROSTU SZCZęśLIWA!!! ;)))) JAK NIGDY.
skomentuj (0) |